Hakkō-ryū

Oryginalny esej

Od czasu do czasu ktoś mnie pyta o Hakko-ryū Jūjutsu.

Pytanie to zazwyczaj wiąże się z tymi samymi założeniami, które zdają się towarzyszyć niemal każdej japońskiej sztuce walki. Ludzie wyobrażają sobie starożytne górskie świątynie. Tajne zwoje ukryte w zakurzonych skrzyniach. Sędziwych mistrzów, którzy spędzili ostatnie czterysta lat, patrząc z dezaprobatą na współczesne społeczeństwo, siedząc pod wodospadem.

Rzeczywistość, jak zwykle, jest zarówno mniej romantyczna, jak i o wiele bardziej interesująca.

To jeden z powodów, dla których Hakko-ryū tak mnie fascynuje.

Zmusza nas do zmierzenia się z pytaniem, które wielu adeptów sztuk walki zdaje się dziwnie niechętnie zadawać.

Czym dokładnie jest tradycja?

Czy tradycja to po prostu coś starego?

Czy może tradycja to coś żywego?

Bo jeśli sam wiek tworzy wartość, to zapomniane resztki mojej babci z tyłu jej lodówki powinny prawdopodobnie zostać uznane za skarb narodowy.

I podejrzewam, że nawet japoński rząd mógłby się wahać przed podjęciem takiego kroku.

Hakko-ryū zostało formalnie założone w 19

Uważano to za coś, co warto zachować.

Całkiem mi się to podoba.

Jest w tym pewna ironia: spędzać lata na nauce kontrolowania cudzego ciała, jednocześnie ucząc się, jak pomóc mu w powrocie do zdrowia.

Przypomina nam to, że sztuki walki, w swoim najlepszym wydaniu, nie są celebracją przemocy.

Są studium człowieczeństwa.

Niedoskonałego człowieczeństwa.

Skomplikowanego człowieczeństwa.

Takiego człowieczeństwa, które czasem potrzebuje ochrony, a czasem uzdrowienia.

Czasem tego samego dnia.

Być może najważniejsza lekcja, jaką wynoszę z Hakko-ryū, wcale nie jest techniczna.

Jest filozoficzna.

Szkoła powstała w dwudziestym wieku, a jednak celowo zachowała rytuały, etykietę, strukturę i szacunek.

Nie dlatego, że stare rzeczy są automatycznie dobre.

Nie są.

Spotkałem mnóstwo okropnych starych idei.

Historia jest ich pełna.

Ale dlatego, że dyscyplina pozostaje wartościowa.

Szacunek pozostaje wartościowy.

Samokontrola pozostaje wartościowa.

Upływ czasu nie sprawia automatycznie, że te rzeczy stają się przestarzałe.

Co więcej, współczesne życie może ich potrzebować bardziej.

Żyjemy w erze ciągłej reakcji.

Każdy ma opinię.

Każdy ma platformę.

Każdy jest oburzony.

Każdy jest wyczerpany.

A jednak bardzo niewiele osób wydaje się zainteresowanych opanowaniem siebie.

Panowanie nad innymi jest popularne.

Panowanie nad sobą jest trudniejsze.

Nie ma dróg na skróty.

Żadnych filtrów.

Żadnych algorytmów.

Żadnych sprytnych kampanii marketingowych.

Tylko praca.

Nudna, powtarzalna, frustrująca praca.

Taka praca, która po cichu cię zmienia, kiedy nikt nie patrzy.

Dla mnie to jest miejsce, gdzie nadal tkwi prawdziwa wartość tradycyjnych sztuk walki.

Nie w fantazji.

Nie w mitologii.

Nie w udawaniu, że jesteśmy feudalnymi wojownikami wędrującymi przez historię.

Nie jestem samurajem.

Ty też prawdopodobnie nie jesteś samurajem.

Jeśli czytasz to, jedząc chipsy w swoim salonie, szanse nie są po twojej stronie.

I to jest całkowicie w porządku.

Wartość leży gdzie indziej.

Wartość tkwi w tym, czego te systemy nas uczą o świadomości, dyscyplinie, odpowiedzialności, powściągliwości oraz o związku między siłą a kontrolą.

Hakko-ryū wyraża te lekcje poprzez swój własny, unikalny język.

Język techniki.

Język dotyku.

Język precyzji.

Język, który często ceni subtelność ponad widowiskowość.

W świecie coraz bardziej opętanym byciem głośniejszym, szybszym, większym i bardziej ekstremalnym, jest w tym coś odświeżająco upartego.

Prawie buntowniczego.

Być może dlatego ciągle wracam do tych tradycyjnych sztuk.

Nie dlatego, że należą do przeszłości.

Ale dlatego, że ciągle zadają pytania, o których współczesny świat często zapomina.

Ile siły jest faktycznie potrzebne?

Czy siła może istnieć bez agresji?

Czy pewność siebie może istnieć bez arogancji?

Czy umiejętność może pozostać niewidoczna?

Czy kontrola może być ważniejsza niż zwycięstwo?

Nie twierdzę, że znam wszystkie odpowiedzi.

Każdy, kto tak twierdzi, zazwyczaj mnie martwi.

Ale uważam, że Hakko-ryū oferuje interesującą perspektywę.

I być może to wystarczy.

Nie każda sztuka walki musi dominować w klatce.

Nie każdy system musi wypełniać stadiony.

Nie każda tradycja musi udowadniać swoją wartość poprzez konkursy popularności.

Niektóre po prostu zachowują sposób myślenia.

Sposób poruszania się.

Sposób rozumienia związku między ciałem, umysłem a konfliktem.

A czasem to ciche zachowanie może być o wiele cenniejsze, niż ludzie sobie zdają sprawę.

W końcu najgłośniejsza rzecz w pokoju nie zawsze jest najsilniejsza.

Historia wielokrotnie uczyła nas tej lekcji.

Ludzie po prostu mają niezwykły talent do zapominania o niej.