Ponownie się w to zagłębiłem. Tym razem nie pobieżnie, nie zatrzymując się na wygodnej powierzchni, gdzie wszystko brzmi imponująco i mgliście „tradycyjnie”, ale faktycznie poświęcając temu wystarczająco dużo czasu, by pokazało swoje prawdziwe oblicze. I faktycznie się ukazuje, jeśli dać mu czas. Meifu Shinkage-ryū nie rozpada się pod lupą – to jest właśnie interesujące – ale też nie zachowuje się tak, jak ludzie oczekują, słysząc słowo „ryū”. Nie daje tej schludnej, uspokajającej iluzji nieprzerwanej linii, sięgającej prosto w mgłę okresu Sengoku. Daje coś innego. Coś nieco bardziej szczerego, a zatem nieco bardziej irytującego, jeśli wolisz historię wypolerowaną.
Bo oto jest ta część, którą ludzie zazwyczaj pomijają lub dyskretnie unikają.
Meifu Shinkage-ryū nie jest średniowieczną tradycją pola bitwy. To nowoczesny system, formalnie ustanowiony pod koniec XX wieku, ukształtowany przede wszystkim dzięki pracy 染川文門 – Somekawa Fumon. Rozwój ryū zazwyczaj umieszcza się w latach 70. XX wieku, a nie w latach 70. XVI wieku, i to samo w sobie już burzy wiele oczekiwań.
A jednak, to nie czyni go sztucznym.
To sprawia, że jest weryfikowalne.
Ciągle wracałem do tych samych japońskich materiałów, kiedy podchodziłem do tego rzetelnie. Nie streszczenia. Nie blogowe posty z drugiej ręki. Rzeczywiste źródła, na które powołują się praktycy w Japonii, gdy chcą ugruntować dyskusję. 日本古武道協会 - Nihon Kobudō Kyōkai - jawi się nie jako odznaka marketingowa, lecz jako cichy wskaźnik, że system jest przynajmniej uznawany w szerszych ramach tradycji klasycznych i zrekonstruowanych. Potem są prace 綿谷雪, zwłaszcza 武芸流派大事典 (Bugei Ryūha Daijiten, pierwsze wydanie 1969, późniejsze rozszerzone edycje), które pozostają jednym z najczęściej cytowanych dzieł referencyjnych, jeśli chodzi o japońskie linie sztuk walki. Nie gloryfikuje. Kataloguje. Czasem dosadnie.
I właśnie dlatego to ma znaczenie.
A potem jest sam 染川文門 - Somekawa Fumon. Nie mit. Nie postać z cienia. Współczesny praktyk pracujący nad bardzo konkretnym problemem: jak wziąć coś, co historycznie istniało tylko we fragmentach – shurikenjutsu – i przekształcić to w coś, co faktycznie może być spójnie przekazywane?
Bo to jest niewygodna prawda.
Shurikenjutsu, jak pojawia się w starszych źródłach, nigdy nie było kompletnym, samodzielnym systemem. Pojawia się w wielu ryūha – włączając gałęzie tradycji Shinkage-ryū (新陰流), które wywodzą swoje koncepcyjne początki od 上泉信綱 – Kamiizumi Nobutsuna (ok. 1508–1577) – ale zawsze jako coś wtórnego. Uzupełniającego. Rzadko centralnego.
To samo w sobie już obala fantazję.
Ludzie chcą, by shurikenjutsu było głównym wydarzeniem. Sztuka cichego zabójcy. Uk
Więc kiedy patrzę teraz na Meifu Shinkage-ryū – mając przed sobą konkretne daty, konkretne nazwiska, konkretne źródła – nie widzę fantazji o starożytnych sekretach ninja. Widzę system ukształtowany w późnym XX wieku, stworzony przez Somekawę Fumona, czerpiący z wcześniejszych tradycji, takich jak koncepcje ruchu i wyczucia czasu Shinkage-ryū, i oparty na praktycznej rekonstrukcji shurikenjutsu, tak jak historycznie istniało: fragmentaryczne, drugorzędne, ale funkcjonalne.
I być może dlatego to ze mną zostaje.
Bo ci nie schlebia.
Nie sprzedaje ci mitu.
Daje ci coś precyzyjnego, coś kontrolowanego, coś, co działa tylko wtedy, jeśli naprawdę to rozumiesz.
Większość ludzi nie.
I być może o to właśnie chodzi.