Muay Thai

Oryginalny esej

Ludzie uwielbiają pytać, kto wynalazł Muay Thai, jakby historia działała na zasadzie prawa patentowego. Jakby gdzieś w Siamie pewien człowiek obudził się rano, przeciągnął się, rzucił łokciem w powietrze, dołożył do tego kolano i ogłosił wiosce, że cywilizacja wreszcie nadeszła. Przykro mi rozczarować tę schludną, uproszczoną wersję, ale ta historia wcale tak się nie potoczyła. Muay Thai nie zostało wynalezione przez jedną osobę i nie pojawiło się w jednym chwalebnym roku z fanfarami i schludną etykietką. To, co stało się Muay Thai, wyrosło ze starszych praktyk walki na przestrzeni długiego czasu, a jeśli to brzmi dla niektórych mniej romantycznie, to szczerze mówiąc, to ich problem, a nie historii.

O wiele bardziej interesujące jest dla mnie to, że uczciwa wersja nie jest mniejsza niż mit. Jest większa. Ma więcej niuansów, więcej sprzeczności, więcej ludzkich śladów. Kiedy patrzę na materiały źródłowe, zwłaszcza tajskie i inne azjatyckie, zamiast na zwykłą, powtarzającą się bańkę informacyjną, nie widzę starożytnego sportu, który już wtedy istniał w pełnej, nowoczesnej formie. Widzę szerokie spektrum praktyk walki wręcz – uderzenia, chwyty, brutalne walki, występy, umiejętności, ryzyko, akceptację społeczną, późniejszą systematyzację techniczną, a ostatecznie formalny sport. To ma znaczenie, ponieważ jeśli zbyt swobodnie używam określenia „Muay Thai” w odniesieniu do odległej przeszłości, spłaszczam wieki zmian w jedno leniwe słowo. I dokładnie tak powstaje zła historia sztuk walki.

Powiem więc wprost. Muay Thai, jakie ludzie znają dzisiaj, to nowoczesny sport ringowy. Jest zdefiniowane przez zasady. Walczy się w nim pięściami, łokciami, kolanami i piszczelami. Jest związane z arenami, sędziami, rundami na czas, rękawicami, zrytualizowaną kulturą przed walką, muzyką i uznaniem państwowym. Ta nowoczesna forma jest jasna. Jest widoczna. Można ją udokumentować. Ale kiedy cofam się do wcześniejszych okresów, grunt staje się mniej uporządkowany. Nie pusty. Po prostu mniej uporządkowany. Istnieją tam starsze tradycje walki, owszem, i wyraźnie mają one znaczenie, ale nie są jeszcze identyczne z nowoczesnym sportem. To rozróżnienie nie jest jakąś pedantyczną akademicką uciążliwością. To cały kręgosłup uczciwego podejścia do tematu.

Ciągle wracam do jednej rzeczy, bo ona przebija się prosto przez romantyczną mgłę – nawet współczesne oficjalne tajskie materiały przyznają, że początki nie są jasno udokumentowane. Pomyśl o tym przez chwilę. Nie mówi tego wrogi outsider. Nie mówi tego ktoś, kto próbuje umniejszyć tej sztuce. Same tajskie materiały instytucjonalne przyznają, że dokładny początek nie jest mocno udokumentowany. To powinno trochę ostudzić zapał ludzi. Zazwyczaj tak się nie dzieje, bo mity są znacznie łatwiejsze do sprzedania niż niepewność, a pewność wygląda fantastycznie na plakatach. Mimo to, to przyznanie ma znaczenie. Mówi mi to, że każdy, kto twierdzi, że ma idealnie czystą historię pochodzenia, już teraz mówi z większą pewnością, niż na to zasługują zachowane dowody.

A jednak niepewność to nie pustka. To jest moment, w którym ludzie panikują zbyt szybko. Fakt, że nie mogę wskazać jednego założyciela i jednej daty, nie oznacza, że nie ma historii. Oznacza to, że historię trzeba rekonstruować z różnych rodzajów źródeł, a te źródła nie pełnią tej samej funkcji. Kodeks prawny to nie podręcznik technik. Kronika to nie neutralny zapis. Ceramiczna figurka to nie zbiór zasad. Manuskrypt skopiowany w dwudziestym wieku to nie magiczny tunel do wieku trzynastego. Jeśli wymieszam to wszystko niedbale, a potem doprawię całość patriotycznym entuzjazmem, mogę stworzyć piękne kłamstwo w około dwadzieścia minut. Jeśli chcę czegoś lepszego, muszę zwolnić.

Materialne dowody z wcześniejszych okresów są odkrywcze, ale tylko wtedy, jeśli oprę się pokusie ich przeceniania. Na przykład w świecie kultury Sukhothai istnieją obiekty, takie jak figurki Sangkhalok, przedstawiające chwyty – wyraźnie chwyty, a nie w pełni ukształtowany nowoczesny sport uderzany. To jest przydatne, ponieważ mówi mi, że walka fizyczna była na tyle obecna w społeczeństwie, by stać się motywem możliwym do przedstawienia. Ludzie to rozpoznawali. Ludzie tworzyli wokół tego sztukę. Ciała w walce były częścią widzialnego świata. Ale to nie dowodzi, że Muay Thai jako skodyfikowany sport ringowy już istniało. Dowodzi czegoś starszego i szerszego – że zabawy bojowe, zapasy, zmagania fizyczne, nazwij to, jak chcesz, w granicach rozsądku, należały do kultury. To jest ważne. Po prostu nie jest to to samo twierdzenie.

I to jest moment, w którym trochę tracę cierpliwość do sposobu, w jaki często opowiada się historię sztuk walki. Ludzie widzą jeden stary obraz, jeden stary przedmiot, jedno stare sformułowanie i natychmiast przeskakują o kilka wieków do przodu, ponieważ wniosek jest emocjonalnie satysfakcjonujący. To nie jest historia. To pobożne życzenie w historycznym kostiumie. Ceramiczna figurka przedstawiająca chwyty nie jest „dowodem” na to, że nowoczesne Muay Thai istniało już w okresie Sukhothai, tak samo jak miecz w muzeum nie dowodzi, że wszyscy w przeszłości walczyli jak koordynatorzy scen walki. Dowody należy traktować, a nie czcić.

Kiedy przechodzę do okresu Ayutthaya, historia staje się jednocześnie bardziej znana i bardziej śliska. To tutaj na scenę wkraczają wielkie postacie, a jedną z najsłynniejszych jest oczywiście Nai Khanom Tom. Ludzie kochają tę historię i rozumiem dlaczego. Tajski wojownik, słynący ze swoich umiejętności, pokonujący birmańskich i mońskich przeciwników, stojący niemal jako symbol narodowej dumy i doskonałości w sztukach walki. Jest porywająca. Ma w sobie pazur. Przetrwała, ponieważ mówi o tożsamości w równym stopniu, co o walce. Ale oto część, którą zbyt wielu ludzi pomija, jakby była niewygodnym meblem – główna pisemna podstawa tej historii leży w tradycjach kronikarskich, a poza tymi kronikarskimi zapisami dowody na istnienie tej historycznej osoby są bardzo skąpe.

To nie znaczy, że go odrzucam. Nie interesuje mnie dziecinny teatr demaskatorski, w którym ludzie nadymają się, ogłaszając, że wszystko, co ukochane, jest fałszywe. To tylko kolejny występ, i to niezbyt sprytny. Ale odmawiam też udawania, że fragment kroniki to to samo, co wiele niezależnych współczesnych zapisów. Tak nie jest. Kroniki są cenne. Zachowują pamięć, znaczenie polityczne, kulturowe samorozumienie, moralne ramy. Mówią mi, jak społeczeństwo wybrało pamiętanie i przedstawianie wydarzeń. Ale nie są surowym faktem w zapieczętowanym pojemniku. Traktowanie ich w ten sposób jest albo naiwne, albo wygodne. Czasem jedno i drugie.

To samo napięcie pojawia się w związku ze słynnym wizerunkiem króla Sanphet VIII – lepiej znanego jako Phra Chao Suea, „Król Tygrys” – jako króla boksu. To historia, której nie sposób się oprzeć. Szczerze mówiąc, zbyt nieodparta, co zazwyczaj skłania mnie do lekkiego naostrzenia noża. Wizerunek króla wkraczającego do zwykłych zawodów, bezpośrednio udowadniającego siłę, zacierającego dystans między władcą a wojownikiem – jest politycznie elegancki, symbolicznie bogaty, niemal podejrzanie doskonały. A kiedy historycy zaczęli porównywać różne wersje kronik, ta schludność zaczęła się rozpadać. Daty się rozjeżdżają. Sekwencje się rozjeżdżają. Motywy wyglądają mniej jak solidne, wczesne fakty, a bardziej jak materiał narracyjny kształtowany z biegiem czasu. Niektóre tajskie badania naukowe wykorzystały nawet japońskie zapisy do sprawdzenia chronologii z zewnątrz, co uważam za odświeżające, ponieważ przypomina mi, że tradycja sztuk walki nie staje się mniej wartościowa, gdy jest krytycznie badana. Staje się bardziej prawdziwa.

To jeden z powodów, dla których tak bardzo zależy mi na źródłach prawnych. Rzadko bywają efektowne, ale często mówią mi więcej niż heroiczne opowieści. The Three Seals Law to wspaniały przykład. Tam znajduję walkę i chwyty ujęte w kontekście uzgodnionych zawodów, publicznej rozrywki, ryzyka i praktyk społecznych. Nie tylko konieczność pola bitwy. Nie tylko cnota wojskowa owiana dymem kadzideł. Rozrywka. Dobrowolne zaangażowanie. Publicznie zrozumiała walka. To ma ogromne znaczenie, ponieważ mówi mi, że to, co później stało się Muay Thai, nie istniało tylko w opowieściach wojennych czy elitarnej męskiej symbolice. Istniało również w społeczeństwie, wśród widzów, zakładów, występów i wspólnej akceptacji ryzyka.

Ten punkt zmienia wszystko, jeśli potraktuję go poważnie. Oznacza to, że nie mogę sprowadzić przodków Muay Thai do „techniki pola bitwy” i być z siebie zadowolonym. Pole historyczne jest szersze. Walka istniała jako umiejętność, tak. Jako ucieleśniona zdolność, tak. Ale także jako widowisko. Jako coś oglądanego. Jako coś społecznie uznanego. To nie czyni tego mniej poważnym. To czyni to bardziej wiarygodnym.

Sam język jest wymowny. W starszych kontekstach „muay” nie zawsze zachowuje się jak ściśle określony, nowoczesny termin sportowy. Jest blisko chwytów. Może sugerować szerzej pojętą umiejętność walki ciałem. We fragmencie o Nai Khanom Tom nacisk nie jest położony na „sport” w nowoczesnym rozumieniu, ale na zdolności, sprawność fizyczną, waleczność nawet bez broni. To inny świat niż współczesny ring rządzony skodyfikowanymi zasadami. Pole semantyczne tego słowa mówi mi, że przeszłość nie dzieliła rzeczy dokładnie tak, jak robią to współcześni ludzie. I dlaczego miałaby? Przeszłość nie miała moralnego obowiązku organizować się dla wygody późniejszych broszur reklamowych siłowni.

Potem jest tradycja manuskryptów, która staje się szczególnie ważna, gdy zbliżam się do okresu nowożytnego. Manuskrypt Tamra Chok Muay, na przykład, przechowywany w Bibliotece Narodowej, jest jednym z tych pięknych przypomnień, że tradycyjna wiedza często jest spisywana późno. Sam ten fakt myli ludzi znacznie bardziej, niż powinien. Zakładają, że jeśli zapis pisany jest późny, to sama praktyka musi być późna. Niekoniecznie. Tradycje ustne, linie przekazu, ucieleśnione nauczanie, lokalne instrukcje – to wszystko może znacznie poprzedzać zachowane manuskrypty. Ale zapis pisany nadal ma znaczenie, ponieważ pokazuje etap systematyzacji. Techniki są uporządkowane. Kategorie nazwane. Kontry uwzględnione. Szkoły i linie przekazu stają się częścią struktury interpretacyjnej. To nie jest narodziny samej praktyki, ale jest to bardzo wyraźny dowód późniejszej tradycjonalizacji i organizacji dydaktycznej.

I to jest moment, w którym „Muay Boran” wymaga ostrożniejszego traktowania, niż zazwyczaj mu się poświęca. Dziś często używa się go jak magicznego słowa, jakby jego wypowiedzenie automatycznie rozwiązywało wszystkie problemy i dostarczało czysty, starożytny oryginał prosto w ramiona. Tak nie jest. Analitycznie, lepiej sprawdza się jako współczesna etykieta-parasol dla starszych tradycji stylistycznych, zapamiętanych i zorganizowanych poprzez dyskurs dziedzictwa, linie przekazu, manuskrypty i późniejszą kulturę treningową. Użyteczne, tak. Święty klucz do absolutnych początków, nie.

Tradycje regionalne również wzbogacają tę historię. Stare powiedzenia o ciężkich ciosach z Korat, sprycie z Lopburi, dobrej formie z Chaiya, szybkości z Tha Sao – nie stanowią precyzyjnego podręcznika technicznego, ale pokazują, że Muay było historycznie postrzegane jako pluralistyczne. Nie jako jedna zamrożona rzecz, ale jako pole lokalnych reputacji, akcentów, stylów i zapamiętanych różnic. Brzmi to po ludzku. Bo tak jest.

Jednak w XX wieku wszystko się wyostrza. To tutaj Muay Thai staje się niezaprzeczalnie widoczne jako nowoczesna instytucja sportowa, a daty mają znaczenie, ponieważ nie są symboliczną mgłą – są udokumentowane. Stadion Rajadamnern rozpoczyna swoje nowoczesne życie w 1945 roku. Lumpinee podąża za nim w 1956 roku. Zasady zostają sformalizowane. Areny stają się stałe. Wszystko, co definiuje ten sport dzisiaj, skupia się właśnie tutaj.

Co prowadzi mnie z powrotem do punktu, który większość ludzi wciąż próbuje uprościć. Muay Thai jest zarówno starsze, jak i nowsze, niż ludzie by chcieli. Starsze, ponieważ wywodzi się z szerokiego pola syjamskich praktyk walki. Nowsze, ponieważ forma, którą ludzie rozpoznają dzisiaj, jest niezaprzeczalnie nowoczesna.

A to napięcie nie jest wadą.

To jest prawda.

Ostatecznie, to co we mnie pozostaje, to nie sylwetka założyciela ani jedna heroiczna data szlachetnie lśniąca przez wieki. To, co we mnie pozostaje, to dłuższy ruch – od starszych praktyk walki ciałem, niektóre obejmujące chwyty, niektóre uderzenia, niektóre ujęte jako rozrywka, niektóre osadzone w lokalnych i politycznych kulturach, poprzez pamięć kronikarską i porządkowanie manuskryptów, aż po nowoczesne areny i państwową definicję.

Ten ruch to historia.

Nie dlatego, że jest schludna, ale dlatego, że jest przekonująca.

I szczerze mówiąc, bardziej ufam temu, co przekonujące, niż temu, co piękne.

Piękne historie można stworzyć w jedno popołudnie. Przekonująca historia wymaga pracy. Wymaga cierpliwości. Wymaga gotowości do życia z fragmentami i nie zmuszania ich do mówienia więcej, niż są w stanie.

Ponieważ tradycja, która przetrwa krytyczne spojrzenie, jest warta więcej niż ta, która przetrwa jedynie dzięki powtarzaniu.

A Muay Thai to robi.