Zamierzam nazywać tę sztukę tak, jak ona sama się nazywa: Mugei-Mumei no Jitsu – „Bez Nazwy, Bez Sztuki”. Nie nazywam jej „stylem Ashidy Kima”, bo to brzmi jak coś wymyślonego przez ludzi, którzy potrzebują, żeby każda żywa istota była przypięta do korkowej tablicy z etykietką pod spodem. Wolę zacząć tam, gdzie zaczyna się sam materiał. Własne pisma Ashidy Kima opisują Mugei-Mumei no Jitsu jako sztukę walki XXI wieku i wyjaśniają nazwę jako „Bez Nazwy, Bez Sztuki”, podczas gdy Dojo Press prezentuje Mugei-Mumei no Jitsu pod tą samą nazwą i nazywa ją „Sztuką Walki XXI Wieku”. To ma dla mnie znaczenie, ponieważ nazwy nie są ozdobami w sztukach walki. Nazwa mówi ci, czym system uważa się za, co chce chronić, a czasem czym odmawia się stać. W tym przypadku nazwa to już połowa filozofii. To sprytna mała odmowa. Bez Nazwy. Bez Sztuki. Bardzo wygodne dla ludzi, którzy nienawidzą uporządkowanych pudełek, i głęboko irytujące dla ludzi, którzy żyją w nich z podkładką z klipsem i wiecznie uniesioną brwią.
Zawsze uważałem rozmowy o sztukach walki za zabawne w ten mroczny sposób, w jaki tylko rozmowy o sztukach walki mogą być zabawne. Ktoś mówi „tradycja”, ktoś inny mówi „skuteczność”, trzecia osoba pojawia się z chmury internetowego pyłu, by zażądać dokumentów rodowodu, i wkrótce wszyscy kłócą się, jakby sama historia mogła zostać rozstrzygnięta przez najgłośniejszego faceta ze zdjęciem profilowym z 2009 roku. Ja tego tutaj nie robię. Bardziej interesuje mnie, co Mugei-Mumei no Jitsu próbuje osiągnąć. Nie to, czym ludzie chcą, żeby było. Nie to, co przeciwnicy wszystkiego, co niezwykłe, woleliby wyśmiać. Nie to, co romantyczni wierzący chcą polerować, aż zabłyśnie jak świątynny mosiądz. Chcę samej rzeczy, na ile mogę ją odczytać z własnych pism Ashidy Kima, materiałów Dojo Press, kontekstu historycznego i szerszego pytania o ninjutsu jako strategię, a nie tylko walkę w pasujących piżamach pod świetlówkami. I tak, wiem, „pasujące piżamy” to bezczelność. Ja też je nosiłem. Nikt nie jest bezpieczny.
Kiedy patrzę na tło historyczne, nie zaczynam od hollywoodzkich dachów, bomb dymnych i mężczyzny w czerni lądującego bezszelestnie za strażnikiem, który prawdopodobnie powinien był spojrzeć na listę płac i wybrać inny zawód. Zaczynam od historycznego ninjutsu jako inteligencji, przetrwania, oszustwa, wyczucia czasu i działania pośredniego. Muzeum Ninja Iga-ryū opisuje ninjutsu jako wykorzystujące psychologię, strategię, wiedzę o życiu i szpiegostwo lub zbieranie informacji, jednocześnie bardzo trafnie zauważając, że wizerunek ninja wymachującego mieczem należy bardziej do komiksów i filmów niż do całego obrazu historycznego. To wspaniała korekta, ponieważ wyciąga rozmowę z fantazji kostiumowej i umieszcza ją z powrotem w ludzkiej rzeczywistości. Prawdziwa skrytość nie jest efektowna. Jest cierpliwa, spostrzegawcza, cicha i praktyczna. Innymi słowy, jest wszystkim, czym nie są media społecznościowe.
To historyczne rozróżnienie jest jednym z powodów, dla których Mugei-Mumei no Jitsu mnie interesuje. Nie odczytuję tego jako sztuki turniejowej, która przypadkowo zabłądziła do zadymionego pokoju i wyszła w kapturze. Odczytuję to jako sztukę zbudowaną wokół odrzucenia oczywistego pojedynku. Nie jest ona obsesyjnie skupiona na staniu w miejscu i udowadnianiu swojej odwagi poprzez przyjmowanie obrażeń, co jest bardzo romantycznym sposobem opisywania złego podejmowania decyzji. Dotyczy ucieczki, ukrywania się, dezinformacji, samokontroli, nagłej decyzyjności i psychologicznego załamania pewności drugiej osoby. Wyjaśnienie niewidzialności przez Muzeum Ninja Iga-ryū jest tutaj szczególnie przydatne, ponieważ mówi, że ninja nie stawali się dosłownie niewidzialni; wykorzystywali ludzkie spojrzenie, psychologię i luki w percepcji, aby zniknąć z uwagi. To brzmi może mniej magicznie, ale jest o wiele bardziej użyteczne. Magia jest piękna, dopóki ktoś nie zapali światła. Psychologia działa nadal.
Kiedy śledzę opublikowane prace Ashidy Kima, widzę w nich kształt świata sztuk walki końca XX wieku. Sprawdziłem WorldCat i znalazłem „Secrets of the Ninja” wymienione jako tytuł Ashidy Kima z 1981 roku, a „Forbidden Fighting Techniques of the Ninja” jako tytuł z 1984 roku. Oficjalna strona Ashidy Kima również podaje, że Paladin Press opublikował kilka jego książek, w tym „Secrets of the Ninja”, „Ninja Mind Control”, „Hands of Death” i „Forbidden Fighting Techniques”. To umieszcza ten materiał w samym środku amerykańskiego boomu na sztuki walki, ery książek w miękkiej oprawie, czasów niebezpieczeństwa z zamówień pocztowych, tajnych podręczników, intensywności komiksów, kultury przetrwania, podejrzeń zimnowojennych i ogromnego zachodniego apetytu na tajemnice ninja. Ludzie mogą teraz śmiać się z tamtej epoki, ale powinni być ostrożni. Każde pokolenie ma swój własny kostium. Lata 80. miały czarne kaptury i zakazane podręczniki. My mamy podcasty, algorytmiczne oburzenie i mężczyzn sprzedających oświecenie z wynajętego studia z oświetleniem LED. Nie bądźmy zbyt szybko zarozumiali.
Black Dragon Fighting Society również jest częścią tej szerszej atmosfery. W wywiadzie dla „The Believer” Ashida Kim mówi, że Black Dragon Fighting Society w Stanach Zjednoczonych zostało założone przez Hrabiego Dante i że spotkał Dante w Chicago w 1968 roku. Relacja WBEZ na temat Johna Keehana, znanego jako Hrabia Dante, przedstawia szerszy obraz chicagowskiej sceny sztuk walki, z jej turniejami karate, napięciami społecznymi, ostrymi rywalizacjami i barwnymi postaciami. Nie wspominam o tym, żeby zamienić artykuł w plotki w gi. Wspominam o tym, ponieważ sztuki walki nie unoszą się w niebie nietknięte przez kulturę. Wyrastają z miast, przyjaźni, urazów, magazynów, reklam, siniaków, nadziei, ego i dziwnej ludzkiej potrzeby przekształcania trudności w teatr. Mugei-Mumei no Jitsu niesie ze sobą ten amerykański nurt. Ma japoński język i wizerunki ninja, owszem, ale ma też posmak amerykańskiej auto-kreacji. Chodzi jak coś, co przeszło przez książki, kulturę wyzwań, podziemną reputację i uparte przekonanie, że jeśli ustalone autorytety nie otworzą drzwi, równie dobrze można znaleźć okno. Albo dach. Albo cień obok drzwi.
Pierwsza zasada techniczna, którą dostrzegam, jest na tyle prosta, że wprawia w zakłopotanie wyrafinowanych ludzi: nie bądź tam, gdzie ląduje cios. W wywiadzie dla „The Believer” zdanie „Wróg nie może cię trafić, jeśli cię tam nie ma” znajduje się w samym centrum prezentacji i myślę, że to jedno zdanie wyjaśnia więcej niż tysiąc dramatycznych póz. Brzmi to prawie zbyt oczywisto, dlatego ludzie to przeoczają. Mistrzowie sztuk walki uwielbiają złożoność. Kochamy nazwy, mechanikę, kąty, ćwiczenia treningowe, twierdzenia historyczne, rangi, rytuały, a czasem pyszne uczucie bycia publicznie w prawie. Ale ciało nie dba o nasze małe ceremonie, gdy nadchodzi siła. Ciało dba o to, czy staliśmy na drodze. Mugei-Mumei no Jitsu zaczyna się od tej twardej, małej prawdy. Uważam to za zarówno pokorne, jak i buntownicze. Pokorne, ponieważ przyznaje, że ciało ma swoje ograniczenia. Buntownicze, ponieważ odmawia głupiej dumy stania tam tylko po to, by udowodnić, że można.
Kiedy czytam „Secrets of the Ninja”, widzę ten sam wzorzec w strukturze materiału. Spis treści obejmuje szpiegostwo, podstawowe ninjutsu, medytację dla wewnętrznej siły, kuji kiri, Inpo czyli sztukę ukrywania się, Dziewięć Kroków, trening na torze przeszkód, kryjówki, tajne wejścia, Tonpo czyli sztukę ucieczki, zamglenie umysłu i niepozostawianie śladów. To nie jest normalny program sportowy. Nie czyta się tego jak „jab, cross, hook, sprawl, pass guard, odbierz medal, narzekaj na sędziowanie”. Czyta się to jak katalog zniknięć i kontroli. Ciało jest trenowane, owszem, ale ciało nie jest samo. Umysł, środowisko, wyczucie czasu, cienie, oddech, cisza i percepcja stają się częścią sztuki. To właśnie czyni ją interesującą. Nie pyta jedynie: „Jak wygrać tę wymianę?”. Pyta: „Dlaczego w ogóle akceptuję tę wymianę?”. To pytanie jest niebezpieczne dla ego. Ego lubi scenę. Przetrwanie woli wyjście.
Dziewięć Kroków, czyli Kuji Ashi, jest szczególnie odkrywcze, ponieważ umieszcza ruch w logice niewidzialności. „Secrets of the Ninja” opisuje poruszanie się w ciemności, wykorzystywanie cieni, kontrolowanie oddechu, wybieranie ukrycia i używanie Kuji Ashi jako sposobu na stanie się niewidzialnym w praktyce. To jest rodzaj techniki, którą ludzie źle rozumieją, jeśli myślą tylko w kategoriach siły uderzenia lub wymiany w zawodach. Cichy ruch nie ma na celu wyglądać tajemniczo. Ma na celu zmienić warunki kontaktu. Osoba, która kontroluje dystans i uwagę, już kształtuje wynik, zanim ręce zostaną podniesione. Osoba, która wie, jak obniżyć ciało, zmiękczyć oddech, złamać sylwetkę i wykorzystać pomieszczenie, nie tylko „ukrywa się”. Ta osoba odmawia dania drugiej stronie czystego celu, czystego rytmu lub czystej historii. Bardzo niegrzeczne, naprawdę. Doskonałe maniery przy stole, okropne maniery dla każdego, kto ma nadzieję cię zdominować.
Następnie jest „zamglenie umysłu”, co moim zdaniem jest jednym z najważniejszych zwrotów w całej dyskusji. Nie muszę owijać tego w kadzidło i szeptać, jakby zasłony słuchały. Idea jest prosta: ludzie nie reagują tylko na rzeczywistość; reagują na to, co myślą, że się dzieje. Zmień tę percepcję, a sytuacja się zmieni. W życiu codziennym ludzie robią to nieustannie, choć mogą nie nazywać tego ninjutsu, ponieważ to uczyniłoby spotkanie biurowe ciekawszym, niż pozwala na to zarząd. Cisza może zamglić umysł. Pauza może zamglić umysł. Spokojna twarz może zamglić umysł. Nieoczekiwany kąt, nieobecność, odmowa odpowiedzi na emocjonalną przynętę – wszystko to zmienia percepcję. W terminach sztuk walki staje się to dezinformacją, wyczuciem czasu, ukryciem, rozproszeniem, łamaniem rytmu i ucieczką. W terminach ludzkich jest to sztuka nieoddawania innej osobie kierownicy swojego układu nerwowego. Co jest przydatne, ponieważ niektórzy ludzie jeżdżą, jakby wychowały ich wściekłe meble.
Medytację również postrzegam jako centralną, a nie jako dekoracyjną mistycyzm posypany na poważne fragmenty niczym pietruszka na wątpliwej jakości posiłku w pubie. „Secrets of the Ninja” przedstawia medytację jako sposób na kultywowanie umysłu i ciała, wyostrzanie percepcji, rozwijanie wglądu psychologicznego, uspokajanie umysłu i budowanie wewnętrznej siły. „Ninja Mind Control” w swoim spisie treści przechodzi przez ideę wojownika-mistyka, ćwiczenia oddechowe, kuji-kiri, wewnętrzną siłę, moce mentalne i związane z tym materiały ezoteryczne. Wiem, że niektórzy czytelnicy denerwują się, gdy w pokoju pojawiają się słowa takie jak qi, ki, kuji-kiri i wewnętrzna moc. Połowa z nich chce wierzyć we wszystko; druga połowa chce podpalić zasłony w proteście. Ja wolę trzecią opcję: szukam praktycznej warstwy. Oddech zmienia strach. Wizualizacja zmienia gotowość. Rytuał może uporządkować uwagę. Spokój może powstrzymać panikę przed przejęciem kierownicy. Niezależnie od tego, czy czyta się język ezoteryczny dosłownie, symbolicznie, czy jako psychologię treningu ubraną w stare szaty, praktyczny wątek pozostaje: umysł musi być trenowany, ponieważ umysł jest miejscem, gdzie wiele konfrontacji jest przegranych, zanim ciało się poruszy.
To właśnie tutaj filozofia Mugei-Mumei no Jitsu staje się ostrzejsza, niż się początkowo wydaje. „Bez nazwy, bez sztuki” to nie tylko odmowa reklamowania marki. To także odmowa bycia uwięzionym przez definicję. Strona Ashidy Kima „Dojo Politics” mówi, że stworzył on XXI-wieczną sztukę walki zwaną Mugei-Mumei no Jitsu i wyjaśnia nazwę jako nieprzywiązywanie się do nazw, jednocześnie mówiąc, że w końcu każdy mistrz sztuk walki znajduje kilka metod, które dla niego działają, i wraca do tych sprawdzonych rzeczy. Uważam to za cudownie szczere. Po wielu latach każdy mistrz sztuk walki staje się osobistym systemem pogodowym. Bokser ma ulubione kąty. Judoka ma ulubione chwyty. Grappler ma ten sam okropny chwyt, który nadchodzi z nieuchronnością rachunku podatkowego. Karateka ma jeden kontratak, któremu ufa bardziej niż większości krewnych. Etykieta pozostaje, ale ciało edytuje. Sztuka staje się osobista albo pozostaje teatrem. A nawet teatr, szczerze mówiąc, potrzebuje prób.
Część „bez nazwy” odnosi się również do tajemnicy i kontroli informacji. Nie mam na myśli dziecinnej tajemnicy, takiej, gdzie mężczyzna w czarnym stroju twierdzi, że nie może pokazać ci techniki, bo twoja aura nie wypełniła papierów. Mam na myśli strategiczną prywatność. Im mniej wroga osoba wie o twoich intencjach, rytmie, umiejętnościach, strachu, nawykach i słabościach, tym mniej materiału ma do wykorzystania. To nie jest paranoja. To zdrowy rozsądek z lepszą postawą. W dobie, gdy ludzie publikują swoje rutyny, lokalizacje, niepewności, argumenty, urazy, śniadania i załamania emocjonalne w wysokiej rozdzielczości, „Bez Nazwy, Bez Sztuki” wydaje się niemal radykalne. Zachowaj coś dla siebie. Nie opowiadaj całego swojego wewnętrznego świata tłumowi. Nie myl widoczności z wartością. Współczesny człowiek chce być widziany; pytanie ninja brzmi, czy bycie widzianym jest zawsze mądre. To dość niewygodne pytanie w epoce uzależnionej od wystawiania się.
Dojo Press przedstawia Mugei-Mumei no Jitsu jako bardzo bezpośrednią ideę samoobrony, zbudowaną wokół prostej zasady odwrócenia uwagi i ucieczki, a nie długiej, ozdobnej drogi przez nieskończone formalne metody. Nie zamierzam zamieniać tego postu w podręcznik nieprzyjemnego zachowania, ponieważ w internecie jest wystarczająco dużo ludzi z kiepskim osądem i doskonałym Wi-Fi. Ważna jest tutaj filozofia stojąca za prostotą: przeżyć, stworzyć przestrzeń, uniknąć niepotrzebnych obrażeń i odejść. To bardziej prowokujące, niż brzmi. Kultura sztuk walki często mówi, że ucieczka jest szlachetna, a potem potajemnie czci osobę, która zostaje i pięknie cierpi. Nigdy tego nie rozumiałem. Szanuję odwagę, ale nie czczę obrażeń, którym można zapobiec. Jest różnica między odwagą a dobrowolnym wystawianiem twarzy na lekcję, na którą wszechświat cię nie zapraszał.
Dlatego też nie odczytuję tej sztuki jako antymilitarnej. Odczytuję ją jako anty-ego. Ashida Kim pisze, że ninjitsu nie polega na walce, ale na utrzymywaniu pokoju, a jego artykuł „Ashida Kim o wojnie” przedstawia nastrój wojownika jako czekanie, samokontrolę, ustępowanie sile wyższej, używanie inteligencji, rozumienie siebie i przeciwnika oraz uczynienie „po pierwsze, nie szkodzić” prawem przewodnim. To nie brzmi dla mnie miękko. Brzmi trudno. Każdy może stać się głośny. Każdy może zacisnąć pięść. Każdy może pomylić napięcie z siłą, zwłaszcza po dwóch kawach i filmie motywacyjnym. Ale czekanie? Ustępowanie bez załamywania się? Zachowanie spokoju, gdy obraza zaprasza do głupoty? Odchodzenie, gdy duma domaga się teatru? To jest trudniejsze. Dlatego pokój, prawdziwy pokój, nie jest pasywny. Jest zdyscyplinowany. Ma zęby, ale trzyma je za wargami, dopóki nie są potrzebne. W pewnym sensie bardzo brytyjskie. Jak sarkazm z kodeksem moralnym.
Podoba mi się paradoks tej sztuki: mówi o pokoju, ale nie udaje, że świat jest nieszkodliwy. To ważne. Filozofia, która nie potrafi spojrzeć na niebezpieczeństwo bez omdlenia na aksamitną poduszkę, nie jest filozofią sztuk walki. To jest projektowanie wnętrz. Mugei-Mumei no Jitsu, jak to rozumiem, mówi, że krzywda istnieje, okrucieństwo istnieje, presja istnieje, a niektórzy ludzie nie przestają po prostu dlatego, że ktoś zacytował im mądrość kojącym głosem. Ale mówi też, że odpowiedzią nie jest uzależnienie się od przemocy. Odpowiedzią jest kultywowanie inteligencji, wyczucia czasu, powściągliwości, oddechu, zdecydowania i zdolności do zniknięcia z linii zagrożenia. To nie jest romantyczny pacyfizm i nie jest to bicie się w piersi. Jest bliżej do: bądź życzliwy, bądź gotowy, bądź trudny do rozszyfrowania i nie stój przed wozem tylko dlatego, że ktoś zakwestionował twój honor na targu. Honor jest piękny. Podobnie jak sprawne kolana.
Uważam również, że ludzie źle rozumieją stronę broni i narzędzi, jeśli zamieniają ją w czystą fantazję. „Secrets of the Ninja” wspomina o klasycznych narzędziach i improwizowanych metodach, ale mówi też, że nauka tej sztuki nie wymaga broni, i że osoba sama w pustym pokoju może ćwiczyć ninjitsu. Ta linia jest ważniejsza niż katalog egzotycznych przedmiotów. Prawdziwym celem jest zdolność adaptacji. Narzędzia są użyteczne, ponieważ rozwiązują problemy, a nie dlatego, że dobrze wyglądają na zdjęciach. Historyczne materiały ninja, przedstawione przez Iga-ryu Ninja Museum, obejmują również praktyczne narzędzia do samoobrony i narzędzia rolnicze, co przypomina mi, że stary świat był często mniej teatralny, niż wyobraża sobie współczesna wyobraźnia. Narzędzie było narzędziem. Przebranie było przebraniem. Cień był cieniem. Jeśli działało, to działało. Jeśli nie, żadna ilość dramatycznej muzyki by go nie uratowała.
Teraz wiem, że ktoś będzie chciał pytania o kategorię. Zawsze tak jest. Czy Mugei-Mumei no Jitsu to klasyczne japońskie koryū w ścisłym sensie technicznym? Nie sądzę, żeby to był najbardziej użyteczny sposób na ujęcie tego artykułu, ponieważ Ashida Kim sam nazywa to sztuką walki XXI wieku, a ja traktuję to sformułowanie poważnie. Koryu.com wyjaśnia, że koryū oznacza stary nurt lub klasyczną tradycję sztuk walki, z rodowodem, strukturą społeczną, przekazem nauczyciel-uczeń i historycznym nurtem sięgającym pokoleń; mówi również, że współczesne ninjutsu i sztuki wywodzące się z ninjutsu nie mieszczą się w jego definicji koryū bujutsu. Mogę szanować tę kategorię, nie używając jej jako pałki. Kategorie pomagają. Nie są bogami. Współczesna sztuka nadal może być znacząca. Osobista sztuka nadal może zawierać użyteczne idee. System może znajdować się poza jedną klasyfikacją historyczną i nadal zasługiwać na uważne czytanie. Wiem, że to psuje zabawę ludziom, którzy wolą, aby każda rozmowa kończyła się pieczątką „zatwierdzone” lub „natychmiast spalić”, ale będę dzielnie kontynuować.
Dla mnie ciekawsze pytanie nie brzmi, czy Mugei-Mumei no Jitsu spełnia każde możliwe zewnętrzne wymaganie. Chodzi o to, czy wyraża spójną logikę sztuk walki. Myślę, że tak. Widzę logikę w nazwie. Widzę ją w nacisku na unikanie i niewidzialność. Widzę ją w uwadze poświęconej ukrywaniu się, ucieczce, zamącaniu umysłu, oddechowi, medytacji i niezostawianiu śladów. Widzę ją w odmowie mylenia samoobrony ze sportem. Widzę ją w idei, że człowiek nie powinien być uwięziony przez nazwy stylów, nie powinien zdradzać zbyt wiele, nie powinien dawać drugiej stronie czystego celu i nie powinien mylić publicznego występu z prywatną gotowością. To kompletna filozofia, nawet jeśli nie jest zorganizowana jak współczesny program akademicki. Jest bardziej jak prąd przetrwania. Porusza się pod podłogą. Co jest niewygodne, jeśli lubisz wszystko zalaminowane.
Myślę też, że jest coś prawdziwie buntowniczego w nazywaniu sztuki „Bez Nazwy, Bez Sztuki”. Sztuki walki często pełne są sztandarów. Nazw. Certyfikatów. Stopni. Herbów. Naszywek. Zdjęć. Tytułów tak długich, że potrzebują własnego asystenta administracyjnego. Nie wyśmiewam tego wszystkiego; struktura może zachować wiedzę, a szacunek dla nauczycieli ma znaczenie. Ale obsesja na punkcie tożsamości może stać się pułapką. „Jestem tym stylem.” „Mam ten stopień.” „Pochodzę z tej linii.” Dobrze. Ale co się dzieje, gdy sytuacja się nie przejmuje? Co się dzieje, gdy rytm się zmienia, podłoże jest złe, oświetlenie kiepskie, osoba większa, pojawia się strach, a twoja ulubiona etykietka stoi tam zawstydzona? Mugei-Mumei no Jitsu zdaje się szeptać: nie daj się zawładnąć nazwie. Używaj tego, co działa. Zachowaj pokój, gdzie to możliwe. Przetrwaj, gdzie to konieczne. Zostaw mniej śladu, niż życzyłoby sobie ego.
Dlatego nie postrzegam tej sztuki jako jedynie „o tematyce ninja”, choć oczywiście jest tam obecna i często w dramatyczny sposób. Postrzegam ją jako medytację nad bezkształtnością, samokontrolą i strategiczną nieobecnością. Obraz ninja nadaje jej teatralności, a teatr nie jest automatycznie zły. Sztuki walki zawsze miały w sobie teatr. Ukłon to teatr z etyką. Mundury to teatr z praniem. Kata to pamięć wystawiona w ciele. Wejścia na ring to teatr ze sponsoringiem. Nawet poważni ludzie odgrywają powagę. Pytanie nie brzmi, czy teatr istnieje. Pytanie brzmi, czy teatr niesie coś użytecznego, czy tylko karmi próżność. W Mugei-Mumei no Jitsu, myślę, że użyteczną rzeczą jest to: zniknij z oczekiwanego scenariusza. Agresor oczekuje oporu w określonej formie. Tłum oczekuje rywalizacji. Duma oczekuje przemowy. Sztuka mówi: być może nie. Być może odpowiedź jest gdzie indziej. Być może pusta przestrzeń to technika.
Uważam to za głęboko nowoczesne, być może bardziej nowoczesne, niż niektórzy zdają sobie sprawę. Żyjemy w świecie, gdzie każdy chce reakcji. Marki chcą reakcji. Polityka chce reakcji. Nieznajomi online chcą reakcji. Wrogowie chcą reakcji. Nawet przyjaciele czasami chcą takiej wersji nas, która zachowuje się przewidywalnie. Mugei-Mumei no Jitsu, czytane filozoficznie, mówi, że nie muszę dostarczać oczekiwanego kształtu. Mogę wybrać ciszę. Mogę wybrać dystans. Mogę wybrać odpowiedni moment. Mogę wybrać, by nie tłumaczyć się ludziom, którzy zbierają tylko amunicję. Mogę wybrać, by pozwolić komuś uderzyć w ducha własnego założenia, podczas gdy ja spokojnie pójdę zrobić herbatę. To nie jest tchórzostwo. To ekonomia. Jest różnica. Jedno to strach. Drugie to nie marnowanie życia na głupców w dramatycznym oświetleniu.
Oczywiście, sztuka taka zawsze będzie irytować ludzi, którzy chcą, aby umiejętności walki wyglądały w określony sposób. Niektórzy chcą dowodów z ringu. Niektórzy chcą dowodów ze zwojów. Niektórzy chcą schludnego drzewa genealogicznego. Niektórzy chcą liczby zabitych, co jest uroczym małym hobby, jeśli ktoś ma głębię etyczną kałuży. Wolę zapytać, co sztuka uczy praktykującego cenić. W tym przypadku widzę wartości ukrywania się, pokoju, dyscypliny umysłowej, pewności siebie, wprowadzania w błąd, przetrwania i osobistej adaptacji. Widzę ideę, że można być niebezpiecznym, nie będąc głośnym, spokojnym, nie będąc bezradnym, i pokornym, nie będąc słabym. To trudna równowaga. Większość ludzi spada z jednej lub drugiej strony. Stają się albo kruchymi pacyfistami, którzy mają nadzieję, że zło uszanuje ich łagodność, albo hałaśliwymi twardzielami, którzy traktują każdą niedogodność jak pole bitwy. Mam mało cierpliwości do obu. Świat wymaga życzliwości z kręgosłupem.
Historia Mugei-Mumei no Jitsu przypomina mi również, że sztuki walki to żywe argumenty. To nie tylko techniki; to odpowiedzi na problemy swoich czasów. Klasyczne systemy odpowiadały na potrzeby swoich światów. Nowoczesne systemy odpowiadają na nowoczesne potrzeby. Praca Ashidy Kima powstała w erze książek w miękkiej oprawie i wideo, poprzez apetyt na sekrety, poprzez zachodnią fascynację ninjutsu, poprzez surową amerykańską scenę sztuk walki i poprzez jego własny nacisk na samoobronę i pokój. Nie muszę udawać, że to ta sama kategoria historyczna co feudalne ryū, aby traktować to poważnie jako nowoczesny wyraz sztuki walki. W rzeczywistości, nazwanie tego nowoczesnym może być bardziej szanującym odczytaniem, ponieważ to jest język, którego on sam używa dla Mugei-Mumei no Jitsu. Sztuka walki XXI wieku. Bez Nazwy. Bez Sztuki. Nie uwięziona. Nie uporządkowana. Nie prosząca o pozwolenie strażnika muzeum.
Kiedy odsuwam się od książek, wywiadów, porównań historycznych i całego szumu wokół tematu, pozostaje mi zaskakująco czysty zestaw idei. Pozostaje mi odmowa zadawania niepotrzebnych szkód. Pozostaje mi sztuka bycia niewidzialnym w sposób praktyczny i psychologiczny. Pozostaje mi oddech, medytacja i uwaga jako narzędzia przetrwania. Pozostaje mi prosta samoobrona ponad rozbudowanym ego. Pozostaje mi znaczenie pokoju bez naiwności. Pozostaje mi ostrzeżenie, by nie dać się uwięzić nazwom, nawet tym, które kochamy. Pozostaje mi myśl, że największe zwycięstwo może nie wyglądać na zwycięstwo dla widzów, ponieważ widzowie zazwyczaj przybywają za późno i rozumieją jeszcze później. Widzą puste pomieszczenie i pytają, gdzie podziała się walka. Dokładnie. To może być sedno.
Piszę więc o Mugei-Mumei no Jitsu z szacunkiem, ale nie z zamkniętymi oczami. Szanuję nazwę, ponieważ jest to nazwa używana w materiale. Szanuję filozofię, ponieważ zmusza mnie do myślenia. Szanuję rozmowę historyczną na tyle, by nie zacierać kategorii. Szanuję materiał techniczny na tyle, by nie sprowadzać go do żartów o kostiumach. Szanuję też jego humor, ponieważ każda sztuka walki, która nie przetrwa odrobiny humoru, jest prawdopodobnie religią z rozgrzewką. A najbardziej szanuję centralną prowokację: co jeśli najwyższy wyraz umiejętności walki nie zawsze polega na pokonaniu, ale na zapobieganiu, by moment cię nie zawładnął? Co jeśli prawdziwa sztuka to dyscyplina, by zniknąć z niewłaściwego pojedynku? Co jeśli „Bez Nazwy, Bez Sztuki” to nie brak tożsamości, ale wolność od próżności tożsamości?
Przypuszczam, że to jest miejsce, w którym się odnajduję. Używam nazwy Mugei-Mumei no Jitsu, ponieważ taką nazwę nadaje mi materiał samego Ashidy Kima. Odczytuję to jako współczesną, opartą na ninjitsu filozofię sztuk walki, obejmującą unikanie, ukrywanie się, dezinformację, rozwój mentalny, praktyczną samoobronę i pokój z zębami. Umieszczam ją historycznie w świecie sztuk walki końca XX wieku, jednocześnie rozpoznając starsze motywy ninjutsu, takie jak inteligencja, psychologia, strategia i znikanie, które się w niej odbijają. Nie muszę spłaszczać jej do czyjejś kategorii, żeby ją zrozumieć. Nie muszę zamieniać jej w dramat sądowy. Mogę po prostu spojrzeć na tę sztukę i pozwolić jej przemówić własnym, dziwnym, upartym, zacienionym głosem. A to, co mi mówi, jest cudownie niewygodne: nie bądź tak chętny, by cię widziano, nie bądź tak dumny, że stoisz tam, gdzie spodziewa się cię krzywda, nie myl etykietki z lekcją i nie myl hałasu z siłą. Czasem najbardziej buntowniczą rzeczą, jaką może zrobić artysta sztuk walki, nie jest uderzać mocniej, krzyczeć głośniej czy zbierać kolejne tytuły. Czasem najbardziej buntowniczą rzeczą jest pozostawić po sobie jedynie ciszę, wyczucie czasu i lekkie zakłopotanie kogoś, kto przygotował się do pokonania osoby, której już nie ma.