Kōdōkan Judo

Oryginalny esej

Zawsze bawiło mnie, gdy ludzie mówią o Kodokan Judo, jakby po prostu wpłynęło do historii, ubrane w idealnie złożone białe gi, grzecznie się ukłoniło i poprosiło wszystkich, by stali się lepszymi ludźmi. Uroczy obrazek. Bardzo czysty. Bardzo muzealny. A jednocześnie zbyt schludny jak na coś zrodzonego z tarcia, ambicji, upadku, reformy, siniaków, filozofii i jednego bardzo zdeterminowanego człowieka, który spojrzał na stary świat sztuk walki i zasadniczo powiedział: „To jest użyteczne, to jest niebezpieczne, to jest nonsens, a to musi przetrwać”.

Tym człowiekiem był Kanō Jigorō, urodzony w 1860 roku, a kiedy w maju 1882 roku założył Kodokan w Tokio, nie otwierał jedynie kolejnej szkoły sztuk walki. Robił coś o wiele bardziej niebezpiecznego niż rzucanie ludzi przez tatami. Ingerował w tradycję.

I tak, mam to na myśli w jak najlepszym sensie.

Japonia pod koniec XIX wieku nie była spokojnym obrazkiem kwitnących wiśni, bambusów i mądrych starców kiwających głowami w zwolnionym tempie. Okres Meiji był na swój sposób brutalny, nawet gdy nikt nie wymachiwał mieczem. Kraj modernizował się w niemal brutalnym tempie. Klasa samurajów została zlikwidowana. Stare systemy władzy zostały rozbite. Zachodnia edukacja, reforma wojskowa, industrializacja i nowe struktury polityczne przekształcały Japonię od środka. Stare szkoły jujutsu, niegdyś związane z kulturą wojowników i praktyczną walką, nagle walczyły o swoje miejsce w społeczeństwie, które coraz częściej postrzegało je jako przestarzałe, prymitywne, a nawet żenujące. Wyobraź sobie, że nosisz wieki wiedzy o sztukach walki, a potem dowiadujesz się, oczywiście grzecznie, że nadeszła nowoczesność i możesz teraz stać w kącie z innymi reliktami. Uroczo.

Kanō tego nie akceptował. Ale też nie czcił przeszłości ślepo. To jest część, którą najbardziej szanuję.

Studiował starsze tradycje jujutsu, zwłaszcza Tenjin Shin’yō-ryū i Kitō-ryū, i rozumiał, że te systemy zawierały prawdziwą wartość. Rzuty, dźwignie, trzymania, łamanie równowagi, wyczucie czasu, kontrola ciała, wrażliwość taktyczna – wszystko to miało znaczenie. Ale widział też problem. Niektóre techniki były zbyt niebezpieczne do regularnej praktyki. Niektóre metody były zbyt związane z tajemnicą. Niektórym szkołom brakowało szerszej struktury edukacyjnej. Niektóre były uwięzione w starym nawyku zachowywania formy bez sprawdzania funkcji. A jeśli jest coś, czego sztuki walki nie przetrwają, to jest to traktowanie ich jak zakurzonego rodzinnego spadku, którego nikt nie może dotknąć. Wstaw to za szybę i nazwij świętym, a prędzej czy później umrze. Może i bardzo piękne. Ale nadal martwe.

Tak więc w 1882 roku, w niewielkiej przestrzeni w świątyni Eishōji w Tokio, z garstką uczniów i około dwunastoma matami, Kanō otworzył Kodokan. Sama nazwa ma znaczenie. Kōdōkan można rozumieć jako „miejsce do studiowania drogi”. Nie tylko miejsce do nauki rzucania drugiego człowieka na podłogę, choć to z pewnością pomaga utrzymać filozofię w ryzach. „Droga” była sednem. Judo nie zostało zaprojektowane tylko jako metoda walki. Zostało zaprojektowane jako metoda edukacji poprzez walkę.

Ta różnica to wszystko.

Kanō nie nazwał tego jujutsu. Nazwał to judo – łagodna droga, ustępliwa droga, elastyczna droga. I zanim ktoś zacznie wyobrażać sobie słabość owiniętą w duchową poezję, nie. „Łagodny” nie oznacza miękki w sensie kruchego. Oznacza inteligentny. Oznacza adaptacyjny. Oznacza nie marnowanie siły jak zły głupiec próbujący pchać zamknięte drzwi, gdy tuż przed nim jest klamka. Judo, gdy jest właściwie rozumiane, nie polega na byciu nieszkodliwym. Polega na byciu wystarczająco efektywnym, by nie potrzebować marnotrawnej przemocy.

To znacznie ostrzejsza idea, niż ludzie zdają sobie sprawę.

Do 1883 roku Kodokan już zaczął się rozwijać. W 1887 roku ponownie się przeniósł, ponieważ potrzebne było więcej miejsca. Pierwsi uczniowie nie byli tylko grzecznymi małymi adeptami w schludnym nowym sporcie. Byli pionierami systemu, który wciąż się sprawdzał. Nazwiska takie jak Tomita Tsunejirō, Saigō Shirō, Yokoyama Sakujirō i Yamashita Yoshitsugu stały się częścią wczesnej historii Kodokan, często wspominane jako jedne z jego wielkich postaci założycielskich. Ci ludzie pomogli udowodnić, że nowe judo Kan

Kodokan Judo uporządkowało swoje techniki rzutów, nage-waza, w kategorie, które pokazują, jak szeroki i inteligentny jest ten system. Te-waza, techniki ręczne, obejmują rzuty takie jak seoi-nage i tai-otoshi, gdzie dłonie i górna część ciała kierują decydującym działaniem. Koshi-waza, techniki biodrowe, obejmują o-goshi i harai-goshi, gdzie biodra stają się osią zniszczenia – bardzo uprzejmego zniszczenia, rzecz jasna, bo przecież najpierw się ukłoniliśmy. Ashi-waza, techniki nożne, obejmują de-ashi-barai, o-soto-gari, sasae-tsurikomi-ashi i uchi-mata, techniki, które często wyglądają na niewymagające wysiłku, gdy są dobrze wykonane, a głęboko obraźliwe, gdy przydarzają się tobie. Sutemi-waza, techniki poświęcenia, dzielą się na metody poświęcenia tylnego i bocznego, gdzie osoba rzucająca rezygnuje z własnej pozycji stojącej, aby zabrać ze sobą drugą osobę. Jest w tym coś pięknie szczerego. „Dobrze, ja też upadnę, ale ty idziesz ze mną.” Bardzo eleganckie. Lekko dramatyczne. Aprobuje.

Klasyczne Gokyō no Waza, sformalizowane w 1895 roku, uporządkowało czterdzieści rzutów w pięć grup nauczania. To nie było przypadkowe zbieranie. To była pedagogika. Metoda. Program nauczania. Sposób na stopniowe budowanie ciała i umysłu judoki, od bardziej fundamentalnych zasad rzutów do bardziej złożonych zastosowań. Później, w 1920 roku, lista została zmieniona, a w 1982 roku uznano dodatkowe techniki, co doprowadziło oficjalny program nauczania rzutów Kodokan do jego szerszej, nowoczesnej formy, często opisywanej dziś jako sześćdziesiąt siedem nage-waza. Daty mają tu znaczenie, ponieważ pokazują, że Judo nigdy nie było zamrożone. Ewoluowało. Rewidowało się. Nie chwytało się za perły i nie krzyczało, że zmiana to zdrada. Dostosowywało się.

To, nawiasem mówiąc, jest prawdziwa tradycja.

Tradycja to nie odmawianie ruchu. Tradycja to wiedza o tym, co musi pozostać żywe.

Potem jest katame-waza, strona Judo skupiająca się na kontroli, i czasami myślę, że to właśnie tutaj ludzie, którzy oglądają tylko skróty, tracą z oczu głębię. Rzuty są spektakularne, owszem. Ale kontrola w parterze to miejsce, gdzie ego ma bardzo mało miejsca na popisy. Osaekomi-waza, techniki trzymania, uczą nacisku, pozycjonowania, rozkładu ciężaru, cierpliwości. Shime-waza, techniki duszeń, uczą precyzji i odpowiedzialności. Kansetsu-waza, dźwignie na stawy, zwłaszcza dźwignie na ręce w nowoczesnym Judo, uczą wykorzystania dźwigni i powściągliwości. Bardzo szybko uczysz się, że ludzkie ciało ma swoje granice, a znajomość tych granic nakłada na ciebie obowiązek, by nie postępować z nimi głupio.

I znowu to samo. Filozofia ukryta w mechanice.

Trzymanie nie polega tylko na leżeniu na kimś. Chociaż przyznaję, z zewnątrz może to wyglądać podejrzanie jak agresywna drzemka. Prawidłowe osaekomi to struktura. Ciężar umieszczony tam, gdzie ma znaczenie. Drogi ucieczki zamknięte. Oddech kontrolowany. Biodra aktywne. Za dużo napięcia i wypalasz się. Za mało, a druga osoba ucieka. Ta sama lekcja znowu: nie za dużo, nie za mało. Maksymalna wydajność. Minimalne marnotrawstwo.

Kanō wyraził tę zasadę jako Seiryoku Zen’yō – najlepsze wykorzystanie energii. Zazwyczaj tłumaczy się ją jako maksymalną wydajność przy minimalnym wysiłku, i jak wiele słynnych zasad, ryzykuje ona, że stanie się tapetą, jeśli będzie powtarzana zbyt często bez zastanowienia. Ale to nie jest slogan motywacyjny. To ostrze. Przecina wszystko, co niepotrzebne. Po co forsować to, co można przekierować? Po co opierać się temu, co można wykorzystać? Po co wydawać dziesięć jednostek siły, gdy jedna jednostka wyczucia czasu załatwi sprawę? Po co krzyczeć, gdy cisza uderza mocniej?

Judo zadaje te pytania najpierw fizycznie. Potem, co irytujące, podążają za tobą poza matę.

Tutaj wkracza Jita Kyōei – wzajemny dobrobyt i korzyść. Kolejne wyrażenie, które ludzie czasami zbyt zmiękczają, jakby oznaczało, że wszyscy się uśmiechają, kłaniają i stają się duchowo uroczy. Nie. Oznacza to, że postęp jest relacyjny. Nie możesz stać się dobry w Judo sam. Potrzebujesz uke. Potrzebujesz tori. Potrzebujesz kogoś do ataku, kogoś do przyjęcia, kogoś do upadku, kogoś do przetestowania, kogoś do oporu, kogoś, kto ci na tyle zaufa, by pozwolić ci bezpiecznie ćwiczyć niebezpieczne rzeczy. Każdy rzut zawiera kontrakt. Będę trenować poważnie, ale cię nie zniszczę. Dasz mi szczerą energię, ale też będziesz się chronić. Poprawiamy się razem, albo cały system zapada się w próżność i kontuzje.

To nie sentymentalizm. To struktura.

Randori i kata to dwa wielkie płuca Kodokan Judo. Randori to wolna praktyka. Jest żywe, nieprzewidywalne, stawiające opór, chaotyczne, a przez to szczere. Kata to formalna praktyka. Zachowuje zasady, udoskonala ruch i niesie pamięć. Ludzie uwielbiają kłócić się o to, co jest ważniejsze, ponieważ najwyraźniej ludziom nie można ufać w pobliżu równowagi, bez natychmiastowego tworzenia rywalizujących obozów. Ale Kanō rozumiał potrzebę obu. Randori bez kata może stać się szorstkie, płytkie i ograniczone zasadami. Kata bez randori może stać się pięknym nonsensem. Jedno testuje życie. Drugie zachowuje głębię. Razem chronią sztukę przed staniem się chaosem lub teatrem.

Kata zasługuje na więcej szacunku, niż często otrzymuje. Nage-no-Kata uczy zasad rzutów w głównych kategoriach. Katame-no-Kata uczy kontroli, trzymań, duszeń i dźwigni. Kime-no-Kata zachowuje decydujące koncepcje samoobrony, w tym ataki z pozycji klęczącej i stojącej. Ju-no-Kata bada elastyczność, ustępowanie i ruch w wolniejszej, bardziej celowej formie. Koshiki-no-Kata niesie ze sobą wpływ starszego Kitō-ryū, bezpośrednią nić prowadzącą z powrotem do świata klasycznego jujutsu. Kodokan Goshin-Jutsu, opracowane w dwudziestym wieku, odzwierciedla bardziej nowoczesne obawy dotyczące samoobrony. Niektórzy ludzie patrzą na kata i widzą choreografię. Ja patrzę na to i widzę archiwum zapisane w ciałach.

Nie wszystkie archiwa są papierowe.

I nie cała historia spokojnie spoczywa w bibliotekach.

Do 1909 roku Kodokan został oficjalnie zarejestrowany jako fundacja, co ma znaczenie, ponieważ pokazuje, jak daleko projekt Kanō oddalił się od małego dojo w świątyni w 1882 roku. Do 1911 roku Kanō był również zaangażowany w szersze ruchy edukacji fizycznej w Japonii, pomagając kształtować nowoczesny sport i kulturę fizyczną. W 1922 roku Stowarzyszenie Kulturalne Kodokan promowało zasady Seiryoku Zen’yō i Jita Kyōei bardziej wyraźnie, jasno wskazując, że Judo nie miało pozostać uwięzione w rywalizacji. W 1934 roku w Kasuga otwarto nowy budynek Kodokan, co było znakiem nie tylko wzrostu, ale i siły instytucjonalnej. Następnie w 1938 roku Kanō zmarł na pokładzie Hikawa Maru, wracając ze spotkania Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Ten szczegół zawsze mnie uderza. Spędził życie na budowaniu japońskiej dyscypliny sztuk walki, która mogłaby przemawiać do świata, a zmarł, angażując się w międzynarodową dyplomację sportową. Jest w tym dziwna symetria.

Po II wojnie światowej sprawy się skomplikowały, ponieważ historia zawsze z upodobaniem burzy uporządkowane narracje. Sztuki walki w Japonii spotkały się z ograniczeniami pod okupacją aliancką. Kodokan, podobnie jak wiele instytucji sztuk walki, musiał odnaleźć się w trudnym powojennym środowisku, gdzie budō było postrzegane z podejrzliwością z powodu jego powiązań, rzeczywistych i domniemanych, z militaryzmem i nacjonalizmem. Treningi wznowiono w latach powojennych, i do 1950 roku judo ponownie wracało do życia publicznego. Ale ono się zmieniło. Japonia się zmieniła. Świat się zmienił.

Potem nadszedł rok 1964.

Judo zadebiutowało na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 1964 roku, i ten moment odmienił jego globalną tożsamość. Nie było już tylko japońską edukacyjną sztuką walki z międzynarodowymi studentami. Stało się sportem olimpijskim. To przyniosło widoczność, legitymizację i ekspansję. Przyniosło też presję. Zasady. Kategorie wagowe. Systemy sędziowskie. Narodowe programy treningowe. Politykę medalową. Uroczy mały potwór zwany sportem międzynarodowym.

A sport zawsze zmienia sztukę.

Czasem na lepsze. Czasem nie.

Olimpijskie judo wyostrzyło pewne aspekty praktyki. Timing stał się wybuchowy. Strategia chwytów stała się osobną nauką. Poprawiła się kondycja. Sportowcy stali się przerażająco wyspecjalizowani. Poziom umiejętności rywalizacyjnych ogromnie wzrósł. Ale niektóre starsze techniki stały się mniej widoczne. Niektóre elementy samoobrony przesunęły się na margines. Niektóre chwyty za nogi zostały później ograniczone przez międzynarodowe przepisy. Niebezpieczne techniki, takie jak kani-basami, zostały zakazane, ponieważ kolana, niestety, nie są pojęciami filozoficznymi i źle reagują na bycie „nożycowanym” w katastrofę. Rywalizacja zmusiła judo do zdefiniowania się w sposób, który miał sens dla bezpieczeństwa, uczciwości i widowiskowości.

To zrozumiałe.

Ale to oznacza również, że musimy uważać, aby nie mylić zasad rywalizacji z całością judo.

Judo Kodokan jest większe niż tablica wyników. Zawsze było. Mecz może ujawnić prawdę, owszem, ale może też zawęzić uwagę. Jeśli gonisz tylko za zwycięstwem według obecnych zasad, możesz stać się doskonały w wygrywaniu, a słaby w rozumieniu. To nie jest moralna porażka. To tylko ryzyko. Każdy system nagradza to, co mierzy. Jeśli mierzy medale, ludzie gonią za medalami. Jeśli mierzy charakter, ludzie przynajmniej udają, że się zachowują, dopóki ktoś patrzy. Mały postęp, być może.

Judo kobiet również zasługuje na miejsce w tej historii. Kodokan otworzył treningi dla kobiet na początku XX wieku, a sekcja kobieca została utworzona w 1926 roku. Ale jak w przypadku wielu tradycji sztuk walki, udział kobiet musiał przebijać się przez warstwy wahania, ograniczeń i oczekiwań społecznych. Judo kobiet pojawiło się jako wydarzenie pokazowe w 1988 roku i stało się oficjalną konkurencją medalową na Igrzyskach Olimpijskich w 1992 roku w Barcelonie. Ta data ma znaczenie. 1992. Nie starożytna historia. Nie „dawno temu”. Wystarczająco współczesna, by unieść brew. Albo obie, jeśli ktoś czuje się hojny.

A jednak kobiety były tam, trenowały, uczyły, zachowywały i udowadniały swoją wartość na długo przed tym, zanim instytucje w pełni przyznały to, co było oczywiste.

Znowu, historia nie zawsze spóźnia się, bo brakuje jej dowodów. Czasem spóźnia się, bo ludzie są uparci.

Co podziwiam w judo Kodokan, pomimo wszystkich instytucjonalnych warstw, które pojawiły się później, to to, że jego najgłębsza filozofia pozostaje brutalnie praktyczna. Nie prosi cię, byś wierzył w mgliste duchowe ozdobniki. Prosi cię, byś się sprawdził. Czy potrafisz stać? Czy potrafisz upaść? Czy potrafisz się zrelaksować pod presją? Czy potrafisz użyć siły, nie dając się jej opanować? Czy potrafisz przegrać, nie stając się żałosnym? Czy potrafisz wygrać, nie stając się nieznośnym? To ostatnie to rzadka umiejętność, nawiasem mówiąc. Niektórzy powinni ją trenować dwa razy dziennie.

Ukemi, sztuka padania, może być jedną z najbardziej niedocenianych lekcji filozoficznych we wszystkich sztukach walki. Zanim nauczysz się dobrze rzucać, uczysz się padać. To piękne i nieco okrutne, ponieważ mówi ci coś, czego większość ludzi unika przez całe życie: upadniesz. Nie może. Nie teoretycznie. Upadniesz. Pytanie brzmi, czy wiesz, jak wylądować, oddychać, wstać i kontynuować, nie zamieniając każdego uderzenia w osobistą tragedię.

Jest w tym lekcja życia, oczywiście. Prawie nienawidzę tego, jak to jest oczywiste. Ale oczywiste rzeczy są często oczywiste, bo są prawdziwe.

W judo upadek nie jest porażką. Problem to źle upaść. Upadek z paniką, sztywnością, zaprzeczeniem, dumą – to tam dzieje się szkoda. Ciało uczy się tego, czemu opiera się ego. Zrelaksuj się. Uderz w matę. Chroń głowę. Przetocz się. Wróć. Znowu. Znowu. Znowu. W końcu przestajesz traktować każdy upadek jako obrazę. Zaczynasz traktować go jako informację.

To przerażająco użyteczny nawyk.

I być może dlatego judo wciąż ma znaczenie. Nie dlatego, że jest stare. Sam wiek nie czyni niczego mądrym. Niektóre bzdury są starożytne i nadal są bzdurami. Judo ma znaczenie, ponieważ znalazło sposób, by przekształcić walkę w edukację, nie udając, że walka jest nieszkodliwa. Zachowało niebezpieczeństwo wewnątrz dyscypliny. Uczyniło konflikt powtarzalnym, możliwym do studiowania, możliwym do przetrwania. Pozwoliło ludziom testować presję, nie niszcząc się wzajemnie. To nie jest małe osiągnięcie.

Technicznie, jest genialne. Historycznie, jest rewolucyjne. Filozoficznie, jest ostrzejsze, niż wielu ludzi sobie zdaje sprawę.

Historia daje nam ramy: Kanō urodzony w 1860, Kodokan założony w maju 1882, Gokyō no Waza sformalizowane w 1895, Kodokan zarejestrowany w 1909, zasady filozoficzne publicznie podkreślone w 1922, duża ekspansja instytucjonalna w 1934, śmierć Kanō w 1938, powojenne ograniczenia po 1945, odrodzenie do 1950, debiut olimpijski w 1964, włączenie kobiet do igrzysk olimpijskich w 1992. To nie są tylko daty do ozdabiania osi czasu. Pokazują żywy system, który przechodzi przez współczesną historię Japonii, zmiany imperialne, wojnę, okupację, sportyzację, globalizację i wciąż w jakiś sposób zachowuje swoją nienaruszoną istotę.

Ta istota to nie rzut.

To pytanie.

Jak dobrze wykorzystać siebie?

Nie tylko moją siłę. Siebie. Moje ciało, mój umysł, mój timing, moja dyscyplina, moja powściągliwość, moja odwaga, moja zdolność do działania bez m

W świecie tonącym w zgiełku, pozorach, fałszywej pewności siebie i ludziach mylących agresję z siłą, Kodokan Judo wciąż szepcze coś niebezpiecznie prostego: ucz się równowagi. Burz równowagę. Przywracaj równowagę. Wykorzystuj energię mądrze. Pomagaj innym wzrastać, gdy sam wzrastasz. Trenuj ciężko, ale nie głuśnij. Szanuj tradycję, ale jej nie balsamuj. Walcz, gdy trzeba, ale rozumiej, dlaczego walczysz. Upadaj, ale nie czcij upadku. Wygrywaj, ale nie stawaj się śmieszny.

I być może dlatego, ponad 140 lat po roku 1882, Kodokan Judo wciąż wydaje się żywe.

Nie dlatego, że nigdy się nie zmieniało.

Ale dlatego, że potrafiło się zmieniać, nie zapominając, czym jest.