Wado-ryū

Oryginalny esej

Z Wado-ryu spędziłem więcej czasu, niż się spodziewałem. Nie tylko czytając o nim, ale naprawdę z nim obcując – tak jak obcuje się z czymś, co nie daje się łatwo zamknąć w definicji. Bo im bardziej się w nie zagłębiałem, tym mniej przypominało „kolejny styl karate”, a zaczynało objawiać się jako coś nieco bardziej niewygodnego, nieco bardziej hybrydowego, nieco bardziej… japońskiego w sposób, do którego ludzie nie zawsze chcą się przyznać.

Większość ludzi lubi porządek. Kategorie. Etykiety. To jest karate. To jest jujutsu. To jest Okinawa. To jest Japonia kontynentalna. Proste. Przyswajalne. Nieco błędne.

Wado-ryu nie gra w tę grę.

I myślę, że właśnie dlatego mi się podoba.

Jeśli cofniesz się do źródeł – i mam na myśli naprawdę do źródeł, a nie szybkie przeglądanie Wikipedii, które ludzie uwielbiają udawać, że jest badaniem – trafisz najpierw na 大塚博紀, Ōtsuka Hironori. Urodzony w 1892 roku, Ibaraki. Nie Okinawa. Nawet blisko. Już samo to powinno skłonić ludzi do zastanowienia, ale rzadko tak się dzieje.

I tutaj historia mogłaby się zgrabnie zakończyć.

Założyciel. Dziedzictwo. Kontynuacja.

Tyle że tak nie jest.

Ponieważ Wado-ryu nie utrzymuje jedności.

Są rozłamy. Podziały organizacyjne. Pojawienie się grup takich jak 和道会 (Wadokai) w ramach 全日本空手道連盟, oraz równoległych struktur podlegających 和道流空手道連盟.

Japońskie źródła są… uprzejme w tej kwestii.

Nie dramatyzują tego.

Po prostu odnotowują zmiany w nazewnictwie, strukturze i przynależności – zwłaszcza w okolicach 1967 roku i ponownie około 1981.

Ale jeśli czyta się między wierszami, można to wyczuć.

Różne interpretacje tego, czym powinno być Wado-ryu.

Sport kontra tradycja.

Struktura kontra autonomia.

Nie jest to oczywiście unikalne dla Wado-ryu. Każda większa sztuka walki w końcu przez to przechodzi.

Mimo to, jest coś niemal pasującego w tym, że dzieje się to tutaj.

System zrodzony z połączenia nigdy do końca nie przybiera jednej formy.

Dziś linia kontynuowana jest przez 大塚博紀 (Ōtsuka Hironori, ur. 1965), wnuka, jako trzeciego sōke.

A jeśli spojrzeć na nowsze japońskie materiały – na przykład jego książkę 『武術を究める!和道流空手道』 (2024) – można dostrzec próbę zarówno zachowania, jak i reinterpretacji systemu w nowoczesnym kontekście.

Co zawsze jest delikatną sztuką balansowania.

Zbyt duża konserwacja, a staje się muzealnym eksponatem.

Zbyt wiele zmian, a traci swoją tożsamość.

Gdzieś pośrodku… tam sprawy znów stają się interesujące.

I może tym właśnie Wado-ryu zawsze było.

Nie ustalonym systemem.

Nie jasną kategorią.

Lecz rozmową.

Pomiędzy jūjutsu a karate.

Pomiędzy Okinawą a kontynentalną Japonią.

Pomiędzy tradycją a adaptacją.

Pomiędzy tym, czego ludzie oczekują… a tym, co faktycznie działa.

Uważam to za znacznie bardziej uczciwe niż typowa narracja.

Bo jeśli mam być szczery – a zazwyczaj jestem – większość historii sztuk walki jest upiększana do tego stopnia, że zaczynają brzmieć jak bajki.

Wado-ryu nie do końca na to pozwala.

Stawia wystarczający opór.

I szanuję to.

Nie obnosi się z innością.

Po prostu po cichu jest.

A jeśli tego nie zauważysz, to już twoja sprawa.