Zawsze fascynowało mnie, jak szybko ludzie próbują sprowadzić karate do schludnych, małych kategorii, bo schludne, małe kategorie są pocieszające. Ludzie je uwielbiają. Shotokan trafia do jednego pudełka. Goju-ryu do drugiego. Shito-ryu do kolejnego. Wszyscy poważnie kiwają głowami, głaszczą swoje metaforyczne brody i udają, że historia okinawskich i japońskich sztuk walki rozwijała się z organizacyjną precyzją szwajcarskiego rozkładu jazdy pociągów.
Nie rozwijała się.
Większość historii sztuk walki jest chaotyczna. Ludzka. Sprzeczna. Pełna luk, wyolbrzymionych opowieści, napięć politycznych, zaginionych dokumentów, dumnych uczniów, zazdrosnych rywali, fragmentarycznych wspomnień i starych mistrzów, których osie czasu stają się podejrzanie nadprzyrodzone, im dłużej się o nich mówi. Najwyraźniej połowa Okinawy była osobiście szkolona przez nieśmiertelne górskie duchy, jeśli słucha się wystarczająco dużo forów sztuk walki o trzeciej nad ranem. Co, szczerze mówiąc, jest zazwyczaj momentem, gdy fora sztuk walki stają się naprawdę oderwane od rzeczywistości.
Ten właśnie chaos jest powodem, dla którego Kenyu-ryu przykuło moją uwagę.
Nie dlatego, że krzyczy najgłośniej. Wręcz przeciwnie. Znajduje się w tym dziwnym miejscu między tradycjami. Między Okinawą a Japonią kontynentalną. Między zachowaniem starych kata a nowoczesnym, ustrukturyzowanym nauczaniem. Między Shuri-te a Naha-te. Między praktyką a filozofią. I szczerze mówiąc, myślę, że to właśnie na tym niewygodnym gruncie pośrednim zazwyczaj dzieją się ciekawe rzeczy.
Oficjalne japońskie materiały konsekwentnie określają styl jako Kenyu-ryu Karate-do, założony w 1939 roku przez Tomoyori Takamasę – lub być może Tomoyori Ryusho, w zależności od odczytania imienia, ponieważ same japońskie źródła są frustrująco niespójne co do pewnych szczegółów. I szczerze mówiąc, szanuję tę niespójność bardziej, niż ludzie mogliby się spodziewać.
Dlaczego?
Ponieważ prawdziwa historia zostawia odciski palców.
Kiedy wszystko układa się zbyt perfekcyjnie, staję się podejrzliwy. W momencie, gdy każda data pasuje bezbłędnie, każdy mistrz staje się niezwyciężony, każda linia rodowa czysta, a każde dojo nagle wywodzi się bezpośrednio od zarania samej cywilizacji, zaczynam wyczuwać marketing, a nie historię.
Kenyu-ryu nie wydaje się w ten sposób całkowicie dopracowane. Istnieją sprzeczności w osi czasu założyciela. Niektóre oficjalne materiały podają rok urodzenia Tomoyoriego jako 1905. Inne sugerują 1907. Lata związane z jego treningiem pod okiem Chojuna Miyagi przesuwają się nieznacznie w zależności od japońskiego źródła, które się czyta. Oś czasu dotycząca jego związku z Kenwą Mabuni również subtelnie zmienia się między dokumentami.
Oczywiście, internet reaguje na tego rodzaju rzeczy z dojrzałością emocjonalną średniowiecznych chłopów obserwujących zaćmienie słońca.
„Fałszywa linia rodowa!”
„Oszustwo!”
„Nieautentyczne!”
Uspokój się, Hiroshi. Oddychaj do swojego szejka proteinowego.
Niespójność historyczna nie oznacza automatycznie fałszerstwa. Zwłaszcza w historii sztuk walki. Historia okinawskiego karate w szczególności jest pełna przekazu ustnego, powojennej rekonstrukcji, fragmentarycznych zapisów, lokalnej polityki i późniejszego tworzenia mitów organizacyjnych. To nie jest unikalne dla Kenyu-ryu. To jest karate w ogóle.
Dla mnie ważne jest, czy istnieją dowody na rzeczywistą ciągłość organizacyjną, strukturę techniczną, funkcjonującą kulturę dojo i ugruntowanie historyczne.
I najwyraźniej istnieją.
Japońskie źródła potwierdzają ogólnokrajowe oddziały, coroczne turnieje, systemy stopni, siedzibę w Osace, długoterminową ciągłość i wielopokoleniową sukcesję przywództwa. Istnieją zapisy 80. rocznicy w 2019 roku i 85. rocznicy w 2024 roku. Istnieją oficjalne regulaminy turniejowe, wymagania dotyczące stopni, struktury oddziałów, seminaria dla instruktorów, materiały szkoleniowe do kumite i powiązania z japońskimi środowiskami uniwersyteckimi karate.
To jest dla mnie ważniejsze niż jakieś fantastyczne twierdzenie o ukrytym zwoju zakopanym pod wodospadem, strzeżonym przez siedmiu milczących mnichów i jednego niezwykle agresywnego żurawia.
Co naprawdę zafascynowało mnie technicznie, to sama struktura programu nauczania.
Kenyu-ryu otwarcie przedstawia podwójne ramy, łączące kata inspirowane Shuri-te i kata inspirowane Naha-te. I szczerze mówiąc, myślę, że wielu praktykujących karate nie docenia w pełni, jak niezwykłe to jest, gdy się to dokładnie zbada.
Ponieważ współczesna kultura karate często zachowuje się plemiennie. Ludzie wybierają obozy. Twarde kontra miękkie. Liniowe kontra koliste. Tradycyjne kontra sportowe. Okinawskie kontra japońskie. Wszyscy pragną ideologicznej pewności, bo pewność daje poczucie bezpieczeństwa.
Kenyu-ryu odmawia całkowitego opowiedzenia się po jednej stronie.
I to mi się podoba.
Widzimy kata związane z liniami Shuri-te – formy takie jak Passai, Matsumura Passai, Tomari Passai, Kusanku, Chinto, Gojushiho – istniejące obok głęboko zakorzenionych w Naha-te form, takich jak Sanchin, Tensho, Seienchin i Seisan.
Ta kombinacja mówi coś filozoficznie ważnego.
Mówi, że sam system nie miał obsesji na punkcie czystości.
I szczerze mówiąc, czystość w sztukach walki to często tylko niepewność ubrana w ceremonialne spodnie.
Prawdziwe systemy walki ewoluują poprzez wymianę. Okinawscy mistrzowie trenowali między stylami bardziej, niż współczesna polityka stylów lubi przyznać. Techniki się przemieszczały. Kata się zmieniały. Nauczyciele zapożyczali pomysły. Systemy się adaptowały. Ludzie są hybrydami, a ich sztuki walki również stały się hybrydami.
Obsesja na punkcie doskonale izolowanych „czystych stylów” jest często bardziej współczesna, niż ludzie zdają sobie sprawę.
To jeden z powodów, dla których Kenyu-ryu uważam za historycznie interesujące. Odzwierciedla bardzo rozpoznawalny okres przejściowy w rozwoju japońskiego karate. Okinawskie korzenie przeniosły się do Japonii kontynentalnej. Tradycyjne struktury kata przetrwały, podczas gdy pojawiły się nowoczesne metody rywalizacji. Starsze systemy oddechowe i mechanika ciała współistniały obok ustrukturyzowanych ćwiczeń kumite i formatów turniejowych.
Tę właśnie sprzeczność można faktycznie dostrzec w samej strukturze treningowej.
Materiały egzaminacyjne są szczególnie odkrywcze.
Niższe stopnie dan obejmują kata i kumite razem. Wyższe poziomy wprowadzają techniki odpowiedzi – ustrukturyzowaną pracę aplikacyjną, a nie tylko zbieranie kolejnych kata jak kart Pokémon dla adeptów sztuk walki w średnim wieku. I tak, zanim ktoś się obrazi, mówię to z miłością. Ludzie karate mają lekką tendencję do gromadzenia kata, cicho zapominając, że inny człowiek może w końcu poruszyć się nieprzewidywalnie podczas walki.
Zaawansowane wymagania egzaminacyjne kładą nacisk na „oji-waza” – techniki odpowiedzi. To ma znaczenie.
Oznacza to, że styl publicznie uznaje, że kata powinny w końcu stać się interaktywne. Stosowane. Reagujące. Żywe.
Nie tylko estetyczne.
Właśnie tutaj, moim zdaniem, wiele debat o karate staje się nieumyślnie zabawnych. Mamy jeden obóz, który traktuje kata jak świętą choreografię nietkniętą ziemską praktycznością. Potem inny obóz całkowicie odrzuca kata, ponieważ obejrzeli trzy klipy UFC i nagle wierzą, że ludzka przemoc została wynaleziona w 1993 roku.
Obie skrajności mnie nudzą.
Kenyu-ryu wydaje się znajdować gdzieś pośrodku, w bardziej zrównoważonym miejscu. Japońskie materiały wielokrotnie pokazują, że nauka kata pozostaje centralna, ale trening praktyczny wyraźnie istnieje obok niej. Oficjalna dokumentacja seminariów z 2023 roku obejmowała ćwiczenia pracy nóg, zarządzanie dystansem, kombinacje jab-reverse, wyczucie czasu kontry, warianty ura mawashi geri, kondycjonowanie dolnych partii ciała, ustrukturyzowany progres w sparingach i metodykę treningu sportowego.
To nie jest przypadkowe.
I nie, zanim ktoś dramatycznie wpisze „karate sportowe wszystko zrujnowało”, uspokój się. Struktura rywalizacyjna i struktura tradycyjna nie są automatycznie wrogami. Historycznie, sztuki walki zawsze adaptowały się do realiów społecznych. Idea, że karate zamarło idealnie w czasie gdzieś około 1867 roku i nigdy więcej nie powinno ewoluować, jest historycznie absurdalna.
Ironicznie, wiele osób domagających się „czystego tradycyjnego karate” samo uczestniczy w systemach mocno zmodernizowanych w dwudziestym wieku.
Co jest nieco niezręczne.
Ale kultura sztuk walki przetrwa głównie dzięki selektywnej amnezji i pewnemu siebie krzykowi.
Filozoficznie, Kenyu-ryu również mnie zaskoczyło, ponieważ jego publiczny przekaz nie jest szczególnie mistyczny. Bardzo mało jest tam typowej pseudo-samurajskiej poezji, którą często widuje się wklejoną na stronach internetowych sztuk walki, niczym motywacyjna tapeta w poczekalni u dentysty.
Zamiast tego, powtarzające się tematy to dyscyplina, maniery, samokontrola, jedność, współpraca, rozwój charakteru, konsekwencja i edukacja.
Zwrot „Isshu Hitotsu” pojawia się wielokrotnie w związku z przywództwem trzeciego pokolenia pod kierownictwem Tomoyori Aiko. Z grubsza rzecz biorąc, idea ta wskazuje na jedność – wielu ludzi zmierzających razem do jednego celu.
Cynicy mogliby to natychmiast zbyć jako generyczną filozofię dojo.
Uważam, że byłoby to lenistwo.
Ponieważ kontekst ma znaczenie.
Kiedy zagłębiłem się w japońskie materiały, stało się jasne, że ta filozofia nie była jedynie abstrakcyjnym tworzeniem sloganów. Odzwierciedlała ona organizacyjne przetrwanie samego stylu. Przywództwo wielokrotnie opisuje okresy, w których instruktorzy i członkowie gromadzili się wokół struktury hombu, aby zach
I być może właśnie dlatego style takie jak Kenyu-ryu mają znaczenie. Nie dlatego, że dają łatwe odpowiedzi, ale dlatego, że przypominają nam, jak skomplikowana była naprawdę ta historia.
I nadal jest.